U Beksińskich wreszcie spokój. Przeszło ostatnie tornado, zostały cztery ściany warszawskiego mieszkania. A w nim obrazy, płyty, kasety wideo. Zbiór introspekcji, kulturowych naczyń połączonych. Zapisany mimochodem testament dla siebie samych. Wewnątrz Zdzisław, malarz surrealista, niegdyś fotograf, jego żona Zofia, romanistka oraz syn Tomasz, radiowiec i tłumacz. Tomasz Beksiński • pliki użytkownika wiedza_z_chomikuj przechowywane w serwisie Chomikuj.pl Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb. Pod błękitem z krwi płomienia. I jeziora nieskończone, W martwą wodę skrysztalone, W martwą wodę lodowatą, Śnieżnych lilii strojne szatą. U tych jezior nieskończonych W martwą wodę skrysztalonych, W martwą wodę lodowatą, Śnieżnych lilii strojnych szatą - U tych gór - i u tych rzek, Które szumią z wieku w wiek - Rozmowa z Tomaszem miała miejsce 16 stycznia 1995 roku, w dniu emisji ostatniego odcinka "Latającego Cyrku Monty Pythona". Wywiad nadano przed Teleexpressem. Bardzo dobra książka. Podziwiam pracę autorki nad materiałem, z którego stworzyła ten portret podwójny. Beksiński senior to człowiek u którego obecnie (prawdopodobnie) zdiagnozowano by coś na kształt autyzmu. Beksiński junior to dla mnie zagadka i tajemnica, ale zawsze osoby, które chcą odebrać sobie życie stanowią dla mnie TRÓJKA POD KSIĘŻYCEM Tomasz Beksiński - zapis powtórki (ostatnia sobota grudnia 2000) ostatniej blisko 4 godzinnej audycji. Noc z 11 na 12 XII 1999 roku. Był vfkhC. Dziennikarz muzyczny, eseista, tłumacz filmów i piosenek. Był synem malarza Zdzisława Beksińskiego, zamordowanego w 2005 roku. Studiował anglistykę, której nigdy nie ukończył. Przez dłuższy czas prowadził w programie drugim Polskiego Radia audycję "Romantycy muzyki rockowej", a następnie "Wieczór płytowy". Były to audycje nocne, cieszące się dużym powodzeniem głównie ze względu na prowadzącego. Następnie związał się z programem trzecim Polskiego Radia. Był zafascynowany muzyką progresywną oraz muzyką określaną jako gothic rock oraz horrorami z wytwórni Hammer i grupą Monty Python. Jego audycje były opowieściami o muzyce i fascynacjach, często odczytywał w nich też tłumaczenia emitowanych utworów. Przetłumaczył szereg filmów, miedzy innymi całą serię filmów o Jamesie Bondzie. Jako pierwszy przetłumaczył wszystkie filmy i programy TV grupy Monty Pythona i co charakterystyczne, wprowadził tam akcenty polskie. W latach 90. związał się z czasopismem "Tylko Rock", do którego pisał felietony pod tytułem "Opowieści z krypty". W felietonach tych, poza tematyką muzyczną i filmową przekazywał swoje poglądy na inne zjawiska - komputeryzacja, kobiety, śmierć. W odróżnieniu od ojca, który w swej twórczości wykorzystywał grafikę komputerową, wprost obsesyjnie nienawidził komputerów. W felietonach poruszał też często temat samotności i alienacji. Treść ostatniego felietonu oraz ostatniej audycji muzycznej można było zinterpretować jako pożegnanie z czytelnikami i słuchaczami. 24 grudnia 1999 roku popełnił samobójstwo. W zeszłym miesiącu, inaugurując cykl "Opowieści z krypty", napisałem między innymi, Ze współczesny rock (o ile można tym zaszczytnym mianem określić ów hałas) działa mi na nerwy i że słucham głównie muzyki filmowej. Zamierzałem rozwinąć ten temat, ale zabrakło mi to więc tym razem. Przy czym przemycę też sporą dawkę swoich sarkastycznych obserwacji dotyczących otaczającego nas świata. Zanim opuszczę ten dom, opowiem pani o Annie" - niechaj te słowa doktora Franklyna z filmu "The Reptile" będą punktem wyjścia dzisiejszych rozważań, okolicznościowo poświęconych kobietom. Temat to rozległy i okrutny zarazem. Ale nie sposób go uniknąć, skoro historia kina i literatury pełna jest tekstów w rodzaju "Z babą źle, ale bez baby jeszcze gorzej". Postaram się udowodnić, że kobieta jest bublem genetycznym, a dobry (?) Bóg w chwili jej stwarzania był chyba mocno pijany lub tak podniecony wizualnym efektem swoich mocy twórczych, że resztę kompletnie schrzanił. Tym razem coś z zupełnie innej beczki. Słuchając często nagrań niemieckiej grupy Rammstein zaobserwowałem u siebie ciekawe zjawisko. Nogi mi sztywnieją, prawica unosi się ku górze i zaczynam maszerować po mieszkaniu niczym John Cleese w Hotelu Zacisze, kiedy zachwalał Niemcom śledzia a la Hermann Goering. Tymczasem w poczciwie techno-rockowej muzyce chłopaków z Rammstein nie ma niczego stricte faszystowskiego! To tylko jej niemieckość sprawia, że chciałoby się włożyć czarny mundur Brunnera i lśniące oficerki. No cóż, nawet śp. Frank Zappa zauważył, że Niemcy uwielbiają maszerować. Tę ich skłonność narodową czuje się w produkowanej tam muzyce (może z wyjątkiem Modern Fucking i rocka elektronicznego, ale wyjątki potwierdzają regułę). Wybaczcie, ale znowu będzie o telewizji. Obiecuję sobie od dawna, że napiszę wreszcie coś bardziej muzycznego, jednak inne tematy wciaż mi w tym przeszkadzaja, na przykład w święta właczyłem telewizor z zamiarem nagrania jakiegoś filmu - i krew mnie ostatecznie zalała. Ilość kanałów do wyboru jest teraz tak ogromna, iż dawno już przestatem zazdrościć Rogerowi Watersowi, utyskujacemu w "The Wall" na "16 channels of shit on the TV to choose from". Martwi mnie jednak ogólny brak poszanowania dla widzów: stacje telewizyjne staraja się bowiem obrzydzić nam ogladanie filmów fabularnych za wszelka cenę. Mieszkanie w bloku ma swoje dobre strony, Przede wszystkim nie trzeba się przejmować wywozem nieczystości i przeciekającym dachem, nie wspominając o wodzie, kanalizacji, ogrzewaniu. drogach, winie, publicznych łaźniach... przepraszam, to nie Żywot Briana. Chciałem dodać: nie wspominając o sąsiadach. których obecność paradoksalnie działa czasem lepiej na potencjalnego złodzieja niż tabliczka z napisem "Uwaga, zły pies" (przykrości związane z trzymania psa pominę milczeniem). Czasem jednak chciałoby się na niektórych drzwiach przymocować ostrzeżenie "Uwaga, zły sąsiad". Szczególnie, jeśli skurczybyk kupi sobie młotek i postanowi zacząć przestawiać ściany. "Kocia łapa, stalowy pazur Neurochirurg krzyczy nienasycony U zatrutych wrót paranoi Schizofrenik 21 wieku" Gdy chodziłem do szkoły, uczono mnie podziwu i szacunku dla dzielnych robotników budujących nasze szczęście. Opowiadano mrożące krew w żyłach historie powstania i dojścia do władzy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Były capstrzyki, pochody pierwszomajowe, akademie i lekcje wychowania obywatelskiego. Na plakatach stał u steru socjalistyczny Rambo w rozchełstanej koszuli, z zamglonym wzrokiem skierowanym gdzieś daleko (uważałem wówczas, iż mętne jego spojrzenie jest wynikiem troski o przyszłość narodu). Ba, nawet John Lennon śpiewał wtedy: a working class hero is something to be. Są wakacje. Okres wzmożonej aktywności turystycznej. Pociągi i autobusy wypchane po brzegi. Plecaki, torby, walizki i spocone towarzystwo obwieszone aparatami fotograficznymi. Exodus we wszystkie strony świata i ze wszystkich stron świata. Tylko po co? Cholera wie. Coroczne wyprawy Nosferatu do Londynu stały się niemal tradycją. Dlatego tym razem przeniesiemy się z krypty najpierw do autobusu linii Eurolines, a potem na barwne aleje, ulice i zaułki stolicy Imperium Brytyjskiego. Niczym stokerowski Dracula, uwielbiam przechadzać się zatłoczonymi ulicami Londynu, dać się porwać wirowi zdarzeń i być świadkiem życia pokoleń, ich przemian i śmierci... Tym razem byłem świadkiem upadku cesarstwa kasetowego: innymi słowy wkurzyłem się na jakość kaset video. Zanim jednak zajrzymy do sklepów HMV Virgin i Tower Records, spróbujmy wyjechać z Polski. A więc stało się: wchodzę w poczet ludzi marudzących na łamach "Tylko Rocka" nie tylko o rocku Tomasz Beksiński (ur. 26 listopada 1958 w Sanoku, zm. 24 grudnia 1999), syn Zofii i Zdzisława Beksińskiego, słynnego polskiego malarza. Tomasz odkąd był mały, wiedział już dwie rzeczy: -planeta Ziemia jest obecnie owładnięta bardzo negatywnymi siłami -społeczeństwo jest udupione Nie bawił się z innymi dziećmi, spędzał czas sam ze sobą. Miał najbliższy kontakt z mamą i babcią, która zabierała go do kina na filmy, które chciał obejrzeć. W liceum był alternatywką, robił z siebie ekscentryka, ale przyznał, że był to parawan pod którym skrywał swoją nieśmiałość. Dostał od ojca magnetofon i zainteresował się muzyką. Zdzisław część wynagrodzenia za swoje obrazy dostawał w postaci płyt winylowych sprowadzanych z zachodu, więc Tomek miał czym się w młodości zasłuchać. 2 października 1982r. zadebiutował u Marka Niedźwiedzkiego w "Zapraszamy do Trójki". Trzy lata później wystartował już ze swoją audycją "Romantycy muzyki rockowej". 25 maja 1991r. po raz pierwszy poprowadził nocną audycję "Trójka pod księżycem", co zapoczątkowało prawdziwy prime time Tomasza, ze względu na to jak ubarwiał muzykę swoimi słowami. W latach 90tych pisał felietony pod tytułem "Opowieści z krypty" dla czasopisma "Tylko Rock". Pisał w nich nie tylko o muzyce i filmach, ale też wyrażał swoje poglądy na temat szybko postępującej komputeryzacji, kobiet i śmierci. życie w bloku ma swoje dobre strony. Najlepszą jest to, że gdy zajmuje się lokal na X piętrze (lub na wszelkiej najwyższej kondygnacji), siadając na toalecie zawsze wali się na wszystkich pod spodem. To działa naprawdę felieton Młotek człowiekowi sąsiadem, „Tylko Rock” nr 7 (95), lipiec czytelniczka zarzuciła mi niedawno, że widzę w kobiecie tylko tyłek i cycki. To nie jest prawda. Przede wszystkim widzę naczynie interesownej podłości. Zawsze starałem się szukać czegoś poza wymienionymi wyżej atrybutami i nigdy nie udało mi się trafić na nic wartościowego. Prawie zawsze kończyło się to bólem serca i wieloletnią rekonwalescencją pod opieką Kruka z poematu Edgara Allana Poe, a także bólem głowy od papierosowego smrodu – dama bowiem nie wie, że z papierosem jest równie atrakcyjna jak z kapką wiszącą z felieton Kobieta wąż, „Tylko Rock” nr 3 (91), marzec blackpillowe gówno, nie ma co Tomasz od dziecka uwielbiał kino, szczególnie Bonda i horrory, przetłumaczył szereg filmów. Kiedy przetłumaczył "Wywiad z Wampirem", powiedział, że czuje więź z głównym bohaterem i jego problemami egzystencjalnymi. "To, że on czuł się taki oderwany od rzeczywistości, taki pusty w środku, pozbawiony kogoś bliskiego. Nie czuł się nigdzie spełniony do końca. Tragizm wampira jest mi bardzo bliski"- mówił. Miał nawet kartę członkowską stowarzyszenia wampirów w Anglii, i często nosił wampirzą pelerynę którą przed samobójstwem przepisał Anji Orthodox, wokalistce zespołu Closterkeller, która była jego przyjaciółką. “Wiem, że to świat fikcji, ale może i ja przez te 40 lat byłem fikcją. Odchodzę do świata fikcji, bo tylko tam było mi dobrze. Błagam, nie budź mnie". Nie potrafił ułożyć sobie życia z kobietami. "Najszczęśliwszym człowiekiem na świecie jest ten, który znajduje prawdziwą miłość" - mówi w "Dzienniku zapowiedzianej śmierci". Jego ideałem była wysoka, szczupła, blada brunetka. Kiedy w końcu na nią trafił na studiach, nazwał ją Nadkobietą. Jestem zazdrosna teraz jak chuj, bo ja też bym chciała żeby kiedyś ktoś na mnie spojrzał jak na Nadkobietę. Nadkobieta potem go zostawiła i wzięła ślub z jego kolegą. Tomek napisał po tym do szuflady scenariusz filmu, w którym jej mąż ginie w zamachu bombowym. Wspomniał też o tym w liście samobójczym: "Ze zgrozą pojmujesz z kim żyłeś ponad rok. Twój zamek marzeń staje w ogniu, a potem tonie w bagnie."Fascynacja śmiercią i historia prób samobójczych Tomkowi od dziecka śmierć towarzyszyła w jego ulubionych horrorach, powieści i muzyce gotyckiej. W wieku 18 lat kiedy wyprowadzał się z rodzicami z Sanoka, postanowił odjebać numer z rozwieszaniem swoich klepsydr po całej wiosce, że niby umarł. W wieku 20 lat pierwszy raz próbował popełnić samobójstwo. Odkręcił gaz, ten uległ samozapłonowi, a w wyniku ekzplozji poraniony przez szyby Tomasz trafił do szpitala. Podczas kolejnej próby zażył środki nasenne, uratował go ojciec, bo ten nie odbierał telefonów. W programie "Wieczór z Wampirem", wspominając swoje próby samobójcze, powiedział Jagielskiemu, że "już z tego wyrósł" (Ta, jasne 😆)"To, że ktoś kocha życie, nie znaczy, że każdy je kocha. On na pewno nie kochał. On z dużym wysiłkiem je kontynuował" - mówił Zdzisław żegnał się ze światem wielokrotnie. Każdemu, kto chciał słuchać, opowiadał, że się zabije. Nie przejmowali się tym, wyglądało to naturalnie, rzucone mimochodem. Podobno obiecał matce, że dopóki ona żyje, on nie skończy ze sobą. Podobno, kiedy umarła, napisał ojcu, że teraz nie będzie miał mu za złe. Ojciec pisał w dzienniku, że "czerwony alert" trwa co najmniej od połowy 1998 r. Syn nagrywał na taśmy słowa o tym, jak bardzo świat go rozczarował. Jak bardzo pragnął żyć w innym świecie, "gdzie reguły są proste, przyjaźń jest przyjaźnią itd"."Może ja mam inną duszę, może powinienem żyć w innej epoce, może ja nie pasuję do tej epoki, może ja nie pasuję do tych ludzi. Jeżeli ja mam znowu wyjść z tej swojej skorupy, to mnie się nie chce. Ja się boję".Z fanami pożegnał się w swojej ostatniej audycji "Trójka pod księżycem" w nocy z 11 na 12 grudnia 1999 r. Puścił najważniejsze dla niego utwory The Doors, Bryan Ferry i grudnia 1999 r. Tomasz Beksiński wykonał jeszcze kilka telefonów, napisał pożegnalne listy, rozdysponował swoje rzeczy. Ukochane płyty i filmy, mieszkanie, które kupił dla Nadkobiety. Był przygotowany. Silny lek antydepresyjny wziął od znajomej, miał go dla niej wyrzucić. Opakowanie po lekach wyrzucił do zsypu, by pogotowie nie wiedziało, czym się zatruł. Pożegnalny list do Nadkobiety napisał na początku listopada. Miała go dostać po śmierci Tomka, ale przyjaciel nie wytrzymał i przekazał go od razu. 24 grudnia 1999 r. Tomasz napisał list do przyjaciela, George’a. "Zrób dla mnie jedną rzecz. Powiedz wszystkim, że po prostu nie widziałem siebie w XXI wieku i czułem, że urodziłem się 100 lat za późno. Więc po prostu postanowiłem wyrównać rachunki. To dziwne, ale naprawdę czuję, jakby nie było jutra. Tak jakby droga tutaj się kończyła. Boję się. Bardzo się boję".based on/copied&pasted from: Tomasz Beksiński przesunął datę swojej śmierci. Nikt z przyjaciół nie mógł go powstrzymać ( zdziwieni? Oczywiście, że nie 😆 I mean, ja urodziłam się w XXI wieku, kiedy byłam edgy 12-latką to w internecie obracałam się w środowiskach boomerów słuchających polskiego rocka mówiących jak to kiedyś było lepiej, a teraz panuje istne skurwienie i brak kręgosłupa moralnego. XX wiek też nie był jakiś zajebisty, a illuminaci pchali swoje agendy na społeczeństwo poprzez media, popkulturę i zmuszanie nas do pogoni za chwiejną wartością pieniądza od niepamiętnych czasów, a nasiliło się to najbardziej wraz z postępem mediów i komputeryzacji, która ma swoje dobre i złe strony. Ja też od dziecka miałam wrażenie że świat w którym żyję jest sad&pathetic. Że wszyscy ludzie których spotkałam, dzieci w moim wieku jak łaziłam do podstawówki, już od małego były nastawione żeby komuś coś z łap wyrwać, żeby komuś zrobić krzywdę, żeby dbać tylko o swoją wygodę. To jest świat grzechu, świat "róbta co chceta". Nie jestem religijna i nie wierzę w żadną książkę którą człowiek napisał, ale odkąd pamiętam miałam wrażenie że żyjemy w czasach coś w stylu sądu ostatecznego, że to za chwile się wszystko skończy i każdy zostanie zweryfikowany (no i zajebiście). Posłuchaj swoich ulubionych piosenek których słuchałeś w podstawówce, prawie wszystkie mówią o tym żebyś zapijał i zaćpywał uczucia, wymieniał się energią seksualną z losowymi ludźmi, był materialistą. Wszystko tylko po to żeby zrobić z nas najgorsze możliwe wersje siebie. Wyjebane że te piosenki są pewnie po angielsku, słowa to są zaklęcia. Oni dokładnie wiedzą co nadają żeby cały świat słuchał i oglądał w swoich ulubionych serialach na dzieciństwa też miałam wrażenie że tu nie pasuję, że jestem jakaś inna, słyszałam że jestem zbyt wrażliwa, że nie potrafię się wyluzować, że jestem nudna, że może mam zbyt wysokie oczekiwania i muszę dostać reality check. No i dostałam dużo reality checków i nic mi to w sumie nie dało oprócz depresji i bycia zmuszoną do izolacji społecznej i zajrzenia w głąb siebie. Niektórzy mają teorię że ostateczny krach nastąpił po WTC. Siódma rocznica śmierci to mało typowa data. Nie jest to okrągła liczba, a powszechnie przyjęło się celebrować przeważnie takowe. Jednakże zwykła data może przypominać nam niezwykłych ludzi. Dlatego warto czasem spojrzeć ciekawskim okiem do kalendarium. Dzisiejszy dzień może symbolizować Coś przez na prawdę duże „C”… Z pewnością niezwykłą była wigilia Świąt Bożego Narodzenia roku 1999. Wówczas na jednym z warszawskich osiedli we własnym mieszkaniu samobójstwo popełnił 41-letni wówczas, Tomasz Beksiński. Kim był? Z pewnością postacią barwną i kontrowersyjną. Synem Zdzisława Beksińskiego, znanego artysty pochodzącego z Sanoka. Jednak nigdy nie poszedł w ślady ojca. Zatem o kim właściwie mowa? Dla młodszego czytelnika może być to postać nie znana. Jednakże w polskim dziennikarstwie muzycznym persona co najmniej niezwykła, a pominięcie jej jest wykluczone. Już w czasach młodości Tomek wyróżniał się spośród swoich rówieśników. Od kiedy rozpoczął swoją przygodę z horrorami zaczęła ujawniać się jego fascynacja śmiercią, która towarzyszyła mu do samego końca… Miewał różne niecodzienne zachowania i pomysły. Na ich poczet należy zaliczyć na przykład wydrukowanie i rozwieszenie własnych nekrologów w rodzinnym Sanoku oraz częste przejawianie swoich myśli samobójczych… Dalsze losy zaprowadziły Beksińskiego do Katowic, gdzie studiował na wydziale anglistyki. Studiów tych jednak nigdy miał już nie ukończyć. Na początku lat 80’ rozpoczął pracę w radiu. Odnalazł się idealnie, choć nie obeszło się bez uśmiechu szczęścia. Pracę w radiu zawdzięczał po części pokaźnym zbiorom płytowym które powiększał od lat. Wielu radiowców zabiegało przez to o jego znajomość. Z początku prowadził audycję zatytułowaną „Romantycy muzyki rockowej” w programie II PR gdzie dominowała muzyka z etykietką new romantic. Następnie został prowadzącym „Wieczoru płytowego”. Audycji która pozwalała słuchaczom zetknąć się z zespołami oraz albumami które w tamtym okresie były zazwyczaj niedostępne w Polsce. Następnym etapem w karierze Beksińskiego była w końcu „przeprowadzka” do radiowej „Trójki” gdzie stworzył swoją autorską audycje „Trójka pod księżycem”. Właśnie tam zdobył największe grono wiernych sobie słuchaczy. Kontynuował dalej swoją działalność propagującą niszowe, mniej popularne u nas zespoły. Wiele osób dzięki „Trójce pod księżycem” zafascynowało i nauczyło się słuchać muzyki wymagającej od słuchacza. Beksiński nie ukrywał fascynacji zespołami pokroju The Moody Blues, King Crimson, The Sisters Of Mercy czy Lacrimosa . Był propagatorem rocka progresywnego, oraz muzyki gotyckiej z którą z czasem coraz bardziej się utożsamiał. Nie przywiązywał z kolei wagi do polskich twórców… z wyjątkiem grupy Closterkeller. Wynikało to z głębokiej przyjaźni z wokalistką, Anją Ortodox. Poza pracą radiowca był także felietonistą i recenzentem „Tylko Rocka” gdzie stworzył cykl felietonów zatytułowany „Opowieści z krypty” – wyrażał w nim swój osobisty stosunek do współczesnych wynalazków [znienawidzonych komputerów], fatalnych tłumaczeń w filmach czy też tego czego otwarcie nie tolerował – ludzkiej głupoty i prostactwa. Sam chętnie zajmował się tłumaczeniem. Przełożył na język polski filmy takie jak seria o Jamesie Bondzie, Monthy Pythonie, „Szklaną Pułapkę” czy „Rój”. Jest też autorem tłumaczeń tekstów Pink Floyd, Iron Maiden oraz Depeche Mode. Był człowiekiem świetnie wpasowanym w epokę w której przyszło mu żyć. Nieco niepoprawny romantyk, fanatyk muzyki, książki i filmu z najlepszych półek. Wyśmienity obserwator zmian zachodzących w ówczesnym świecie, wytykający mu negatywne procesy i zjawiska. Potrafiący wyselekcjonować to co najbardziej wartościowe i pozbawione powszechnej dla współczesnej popkultury sztuczności. Poprzez swoją pracę starał się pokazać wszystkim chętnym, że pośród zalewu popu, disco i wszelkiego tym podobnego chłamu znajdują się alternatywne prądy i kierunki, kierowane do inteligentnego i wrażliwego odbiorcy. Swojego rodzaju krucjata Beksińskiego odniosła bezsprzecznie powodzenie, czego żywym dowodem są rzesze ludzi identyfikujące się z tą postacią właśnie dziś. Czemu zatem odszedł tak szybko? Istnieje wiele tez na ten temat. Najbardziej wymowna jest mityczna już, związana z końcem wieku XX. Świadczy o tym ostatni felieton Beksińskiego zatytułowany właśnie „Fin de siecle” który zwiastował nieunikniony koniec. Można powiedzieć że właśnie na łamach „Tylko Rocka” nastąpiło pożegnanie Tomka z tym światem. Ostatnim, i chyba najbardziej wyraźnym sygnałem z Jego strony była przedświąteczna audycja w „Trójce”, gdzie otwarcie przyznał, że to może być już ostatnie spotkanie na antenie… Beksiński z pewnością był postacią tragiczną, jednak ośmielę się zaryzykować stwierdzeniem, że Jego śmierć nadeszła w dobrym momencie. Odszedł w sposób taki jaki sam chciał, pozostawiając po sobie wspaniałą spuściznę. Nie wkroczył w XXI wiek, który póki co jawi się w sposób okrutny i katastroficzny. Tomek Beksiński przewidział, że nie czeka nas nic lepszego i wybrał inną drogę. Może miał więc rację? Możemy sobie życzyć, aby w naszych czasach jawiło się więcej dziennikarzy i ludzi o podobnym zapale i na takim poziomie jaki reprezentował bohater tego artykułu. Matt For faster navigation, this Iframe is preloading the Wikiwand page for Tomasz Beksiński. Connected to: {{:: Z Wikipedii, wolnej encyklopedii {{bottomLinkPreText}} {{bottomLinkText}} This page is based on a Wikipedia article written by contributors (read/edit). Text is available under the CC BY-SA license; additional terms may apply. Images, videos and audio are available under their respective licenses. Please click Add in the dialog above Please click Allow in the top-left corner, then click Install Now in the dialog Please click Open in the download dialog, then click Install Please click the "Downloads" icon in the Safari toolbar, open the first download in the list, then click Install {{::$

tomasz beksiński opowieści z krypty